Wczoraj w ramach rodzinnej niedzieli wybraliśmy się na wycieczkę do Zielonej Góry. Plan konspekt: dzieciaki - sala zabaw i McDonald's, mamusia - łapanie obiektywem ciekawych miejsc. Bardzo lubię Zieloną Górę i mam do niej wielki sentyment. No i co najważniejsze - jest naprawdę zielona :) Spacer deptakiem nie napawał entuzjazmem moich dziabągów. A długo jeszcze? A kiedy jedziemy? Nogi mnie bolą! Zawsze tak jest. Kiedy oni bawią się, ja grzecznie czekam aż przyjdzie moja kolej i nikomu nie marudzę żeby kończył. Ale kiedy przychodzi moja kolej - no to wtedy zaczynają się żale. Ok, tak to jest z dziabągami. W każdym bądź razie nie poddawałam się, dzielnie znosiłam zgrzyty i jęki. Aż nagle! FONTANNA!!! To gratka dla każdego, zwłaszcza w upalny dzień. Na początku było spokojnie: "Mamusiu, ja tylko zamoczę nóżki" Skończyło się na tym, że Wiki poślizgnąwszy się, padła jak długa do wody. Fifi zaś w samych bokserkach nieomal nurkował w zielonogórkiej di Trevi. To była naprawdę udana wycieczka :) Zdjęcia wyszły tak:
 |
| Banda |
 |
| Jakby się tu zanurzyć? |
 |
| Na razie spokojnie |
 |
| Język to dobry pomocnik :) |
 |
| Wystawa "Sto lat polskiego filmu" |
 |
| Prawie jak w Krakowie |
 |
| A to się w tym roku nie zazieleniło :( |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz